Blog lifestylowy dla mam

Akcja Supermama

Straaaaasznie proste makijaże na Halloween

Miniaturka wpisu

Zbliża się ten jeden wieczór w roku, kiedy niczym nieskrępowani możemy udać się na miasto w poszarpanych portkach czy z bandażem zwisającym z łydki i nie będziemy w tym szaleństwie odosobnieni. Dziś chciałam Wam pokazać jak przy użyciu kilku kolorowych kosmetyków zmienić siebie (albo dziecko) w przyprawiającego o szybsze bicie serca zombiaka.

Czego potrzebujemy:

biała, wodna farba do malowania twarzy, przeznaczona dla dzieci do kupienia w każdym sklepie plastycznym
czarny, matowy cień do powiek
czarny eyeliner
czerwona szminka

i sztuczna krew, jeśli ktoś przypadkiem coś takiego trzyma w domu.

Na pierwszy ogień poszedł mój małżonek - do tego makijażu użyłam białej farby i eyelinera.

Trupia czacha
Najpierw malujemy twarz na biało farbką do malowania twarzy, pomijając okolice oczu i część nosa, resztę traktujemy eyelinerem – zgodnie z naszymi zdolnościami manualnym, nie musi być idealnie, liczy się dobra zabawa.

Dwie twarze
Tymi samymi kosmetykami można wykonać makijaż – Dwie twarze. Biała farba, eyeliner i czerwona szminka  na jednej połowie twarzy, na drugiej malujemy się „normalnie” jak na co dzień. W tym makijażu możemy chodzić bez obaw, że nie poznają nas, czy co gorsze wystraszą się nas, własne dzieci.

Joker - Why so serious?
W tym makijażu występuje ekstra zielony spray do włosów, który można kupić w drogerii albo markecie. Malujemy całą twarz na biało, potem eyelinerem i cieniem do powiek malujemy rozmazane oczy, dodatkowo można podkreślić naturalne bruzdy na twarzy. Usta traktujemy szminką, pędzelkiem poszerzamy uśmiech, dodatkowo rozmazujemy szminkę palcami i wklepujemy w twarz. Włosy spryskujemy sprayem, można dodatkowo lekkko spryskać nim czoło.

Smutny clown
Ten makijaż jest wyjątkowy, bo jego ważną częścią jest spojrzenie. Uwielbiam Dianę za nie. Wykonanie nie jest trudne – twarz malujemy na biało, czarnym cieniem podkreślam dolną powiekę, reszta to szminka, bardziej lub mniej niedbale rozmazana na twarzy.

I na koniec ja – tak właśnie będę witać w Halloween gości, którzy wpadną z okrzykiem „cukierek albo psikus”.
Twarz pomalowałam na biało farbką, do tego mocno podkreślone brwi, mocniejszy makijaż oka. Większym pędzlem roztarłam wokół ust czarny cień i wyciągnęłam go w stronę uszu. Czarnym eyelinerem pomalowałam usta i  poszerzyłam „uśmiech”, a cienkim pędzelkiem do kresek narysowałam pęknięcia. Dla zwiększenia efektu wykończyłam makijaż odrobiną sztucznej krwi.

Halloweenowe malowanie nie jest trudne. Wystarczą podstawowe kosmetyki. Z takim efektownym makijażem nie trzeba skupiać się na stroju – czarne spodnie z bluzką, bluza z kapturem, koszulka ze straszliwym nadrukiem wystarczą.
Jeśli przebieracie i malujecie się na Halloween – podzielcie się z nami zdjęciami! Możecie je zamieścić w komentarzach!

Wiedzieć więcej

Mamo dawaj dobry przykład!

Miniaturka wpisu

Niestety, zdrowych nawyków nie da się wyssać z mlekiem matki. Nawet mamy, które same odżywiają się zdrowo i są bardo świadome tego co wkładają na talerz, muszą czasem stoczyć walkę z dziećmi, które w przedszkolu albo u kolegi poznały smak chipsów, lizaków czy coli. Monika Mrozowska, aktorka, dziennikarka, popularyzatorka zdrowej kuchni zdradza nam swoje sposoby na uczenie dzieci co warto jeść i dlaczego.

Pamiętasz swoje początki w karmieniu starszej córki czymś innym niż mleko?
Kiedy byłam w pierwszej ciąży w ogóle nie brałam pod uwagę innej możliwości karmienia niż naturalnie - piersią. Nie wiem czy byla to kwestia mojego nastawienia, czy naturalnych predyspozycji, ale faktycznie okazało się, że mój organizm produkuje ogromne ilości pokarmu. Tak duże, że spokojnie mogłabym wykarmić mały żłobek… Karolinie, mojej najstarszej córce ten model karmienia też przypadł do gustu, bo mogła domagać sie ” cycka” w każdym momencie. Przez pół roku niczym nie musiałam się przejmować, aż w końcu nadszedł sądny dzień i Karolina miała w końcu rozszerzyć swoją dietę…
Na pierwszy ogień poszła marchewka ze słoiczka. Skończyło sie na pluciu i niezadowolonej minie. W kolejnej próbie pojawiły się brokuły- również ze słoiczka. One też wylądowały na śliniaku… Szybko przekonałam się, ze poza przecierami z jabłek Karola słoiczkowego jedzenia nie akceptuje.

Ale nie lubiła wcale warzyw, czy nie smakowały jej warzywa ze słoiczka?
Okazało się, że te same przeciery, ale przygotowane z kupionej na bazarze świeżej marchwi i innych warzyw z dodatkiem masła lub zimnotloczonych olejów nie budziły oczywiscie od samego początku zachwytu mojej córki, ale przynajmniej były konsumowane dużo chętniej i w zdecydowanie większej ilości. W sumie wcale jej się nie dziwię, bo ich smak faktycznie był zupełnie inny.To samo dotyczyło kaszek. Te z gotowych mieszanek np. o smaku malin, truskawek czy bananów nie były tolerowane, te ugotowane w domu z dodatkiem np. mleka owsianego i uduszonych w garnku owoców były zjadane bardzo chętnie.
Ogólnie mam wrażenie, że ze starszą córką ciągle musiałam się bawić w przemycanie rozmaitych składników. Gdy teoretycznie mogła jeść już wszystko ciągle trzeba było kombinować z przepisami. Na przykład pietruszkę oraz rukolę miksowałam z orzechami, serem, odrobiną czosnku i oliwą, żeby powstało zielone pesto, które można było pomieszać z ugotowanym makaronem. Zupa warzywna? Tylko w postaci kremu. Ugotowana zielona soczewica? Ok, ale jako farsz do rogalików z ciasta francuskiego. Szpinak? Prosze bardzo, ale…w pierogach wymieszany z fetą… 
Teraz Karolina ma już 11 lat i jeszcze dziś zdarza jej się kategorycznie odmówić zjedzenia czegoś co według mnie jest super zdrowe i powinno znaleźć się na jej talerzu. Z 4- letnią Jadzia jest zdecydowanie łatwiej, więc mam nadzieję , żemały Józek nie będzie już sprawiać żadnych kłopotów. Przynajmniej żywieniowych.

Jak nauczyłaś swoje córki zdrowych nawyków?
To nie jest tak, że nawyków uczy się dzieci raz i już je mają wpojone. Cały czas tak naprawdę uczę swoje córki co i dlaczego warto jeść. Tłumaczę dlaczego warto zamiast po słodki batonik sięgnąć po…równie słodki owoc.
Najlepszą nauką jest dawanie przykładu. Nie może być tak, ze wymagamy od dziecka żeby zjadło miskę zupy dyniowej, gdy na naszym talerzu leżą ociekające tłuszczem frytki z mrożonki i parówka…
Jak wygląda przykładowe menu Twoich dzieci?
W tygodniu szkolnym nie mamy zbyt wiele czasu na przygotowanie śniadania – zwykle są to więc kanapki z razowym pieczywem, serkiem kozim i zielonym ogórkiem plus świeżo wyciskany sok (w zależnosci od pory roku najczęsciej marchwiowy lub pomarańczowy) albo kasza jaglana. Na drugie śniadanie owoce: jabłka, banany, śliwki, winogrona, maliny, borówki… Zresztą owoce dziewczynki podjadają właściwie przez cały dzień, szczególnie gdy maja ochotę na coś słodkiego. Na obiad kasza jaglana z tofu, ryż basmati ze szpinakiem i pomidorami lub jakaś gęsta zupa krem. Na podwieczorek dziewczynki często proszą o…domowy budyń. Robię go  z domowymi konfiturami, które dostajemy od naszej cioci:) A kolacje pełna dowolność: od kanapek, przez naleśniki z owocami po…dokładkę zupy z obiadu.

Z czym było Ci najtrudniej?
W dalszym ciagu jest najtrudniej ze…słodyczami…

Czy w kwestii słodyczy, które kochają wszystkie dzieci, chodzisz na ustępstwa? 
Pozwalam dzieciom na jedzenie rozsadnych ilości czekolady. Zazwyczaj jest to kostka gorzkiej po obiedzie. Ja tez korzystam z tego przywileju;)

Jak oduczyć dziecko jedzenia słodyczy? Czym można zastąpić lubiane przez dzieci cukierki, lizaki, chrupki?
Owoce, owoce i jeszcze raz owoce! A do tego orzechy i pestki. Moje dziewczynki uwielbiają na przykład chrupać podprażone na patelni łuskane pestki słonecznika, albo ryżowe wafelki.

Jak organizujesz zakupy i przygotowywanie posiłków opiekując się jednocześnie trójką dzieci i pracując zawodowo?
Staram się robic zakupy z dnia na dzień, żeby nie gromadzić w domu dużych ilości jedzenia, których potem nie będzie miał kto zjeść i które trzeba będzie wyrzucić. A ja nie znoszę marnować jedzenia. Część zakupów robię w sklepie spożywczym obok szkoły gdy odbieram córkę po lekcjach, a część w osiedlowym sklepiku i na pobliskim bazarku. Ponieważ wiem czego potrzebuje np. na obiad, nie chodzę półprzytomna po sklepie i zakupy zajmują mi bardzo mało czasu – maksymalnie 15 minut.

Ty i Twoje córki jesteście wegetariankami. Czym zastępujesz w Waszej kuchni mięso? 
Roślinami strączkowymi. Uwielbiamy tofu. Dodaje je do kasz, makaronów, zup… Soczewica, groch, ciecierzyca też najczęsciej jest dodawana przeze mnie do zup lub podaję ją w postaci past do kanapek.

Czy w związku z Waszym wegetarianizmem przygotowywałaś swoim dzieciom dzieciom posiłki do przedszkola, czy pozwalałaś by jadły to co wszystkie inne dzieci?
Karolina chodziła do super przedszkola z bardzo zdrową i przy okazji super smaczną kuchnią. Gdy Jagoda poszła do przedszkola jadła to co inne dzieci, ale na moja specjalna prośbę Panie przedszkolanki wykluczyły z jej menu kilka składników.

 

A Wy jak radzicie sobie z uczeniem Waszych dzieci zdrowych nawyków? Zapraszamy do dyskusji w komentarzach!

 

Wiedzieć więcej